Kimi wyłączył telewizor. Nie miał ochoty w kółko słuchać o tym samym-czyli o jego wypadku. Wypisał się ze szpitala na żądanie. Teraz siedział w swoim przytulnym domu w Szwajcarii.
Patrząc na rozmiary jego lokum, była to willa. Miała pięć pięknych sypialni, każdą w innym kolorze. Raikkonen najbardziej lubił tą, w której ściany były pomalowane na niebiesko i którą zdobiły piękne obrazy, narysowane przez fińskich artystów. Była tam także potężna komoda i śliczna szafka nocna, wykonane z jasnego drewna. Wszystko pięknie się dopełniało.
Jednak, gdy Fin zapraszał do siebie jakieś panie, zawsze wybierał sypialnię w odcieniach czerwieni. Ściany pokrywały piękne czerwone wzory, które idealnie pasowały do złotego żyrandola. Na podłodze leżał rubinowy puchaty dywan, a łoże przykryte było złocistą czerwoną narzutą. Każdy, kto trafiał z nim do tej sypialni wydawał okrzyk zachwytu, a potem szybko zrzucał narzutę i zauważał aksamitną złotą kołdrę, zdobioną drobnymi czerwonokrwistymi naszywkami.
Oprócz sypialni, w domu znajdowały się też trzy łazienki, także każda w innym kolorze. Jedna, bardzo blisko 'czerwonej' sypialni, była pokryta złotem. Złota wanna, złota umywalka, złoty prysznic... a do tego wszystkiego zwisający z góry ogromny żyrandol, złoty oczywiście. Druga łazienka, niedaleko sypialni zrobionej na azjatycko, emanowała zielenią połączoną z fioletem. Była wyłożona podgrzewanymi, fiołkowymi kafelkami, a na ścianach widniały szmaragdowe kwiaty. Zażywając tu kapieli mozna było się poczuć jak w raju. Ostatnia łazienka była najzwyklejsza ze wszystkich. Jej ściany były lekko niebieskie, tak jak kafelki na podłodze. I właśnie tą łazienkę lubił Kimi najbardziej. Czuł się tu jak w rodzinnej Finlandii.
Co jeszcze mieściło się w willi Fina? Jadalnia, której elementy były wykonane z drewna. Kuchnia, zrobiona bardzo współcześnie. Do tego wszystkiego dołączały: dwa gabinety, małe kino i pokój gier, w którym mieścił się symulator. Na zewnątrz można było zauważyć całkiem duży basen i fińską saunę, a także małą siłownię.
Raikkonen próbował podnieść się z kanapy, jednak szybko zaniechał tego pomysłu, czując ból w kręgosłupie. Oczywiście ból ten był spowodowany wypadkiem. Na jego ciele było widocznych pełno siniaków, i kilka drobnych zadrapań. 'Kurwa. A tak się napiłbym się chłodnego piwa' pomyślał, po czym ponownie włączył telewizor, nie mając nic lepszego do roboty. Czasami żałował, że nie miał nikogo u swego boku, ale z drugiej strony, gdy przypominała mu się Jenni, stwierdzał, iż musi dać sobie chwilę wytchnienia.
'RTL, ten cholerny program. Nie mają o czym innym mówić, tylko o moim wypadku. A przecież, kurwa, nic takiego się nie stało, uszedłem z życiem. To przez ten bolid, coś się spieprzyło i wyleciał w powietrze'. Tak, racja, wypadek nie do końca był winą kierowcy. Faktem było, że tego feralnego dnia nie wszystko działało jak należy. Do tego pogoda nie sprzyjała kierowcom. Atmosfera w zespole była bardzo napięta, a Kimi ciągle się wściekał.
*
W całym domu było czuć zapach kwiatów. Kimi zbytnio za nimi nie przepadał, ale jeszcze kiedy mieszkała tu Jenni, troskliwie je pielęgnowała, a Fin jakoś nie za bardzo kwapił się, aby je wyrzucić. Zresztą, każdy, kto do niego przychodził zachwycał się nimi. A było czym. W jego lokum znajdowało się ponad dwadzieścia rodzajów najróżniejszych kwiatów, w tym gigantycznych kaktusów, i kolorowych bezzapachowych fiołków alpejskich.
Ogród był też bardzo kolorowym miejscem. Rosło tu dużo czerwonych tulipanów, i rozłożystych kremowych róż. Krajobraz zdobiły także drobne bratki i niebieskie niezapominajki. Przy wejściu do sauny można było zauważyć malwy, a nieopodal basenu barwne mieczyki.
'Gdybym miał tylko czas na ich podlewanie' często myślał Raikkonen. Po pewnym czasie doszedł do wniosku, że mądrze byłoby zatrudnić ogrodnika. I tak też zrobił. Sprawił sobie robotnika, a że nie chciał aby ktoś z nim mieszkał i mieszał się w nie swoje sprawy, powiedział mu, aby przyjeżdżał najwyżej trzy razy w tygodniu. Gdy mu to oświadczył, pan Jons, bo tak nazywał się ogrodnik, zrobił minę, typu 'a nie inaczej się umawialiśmy?', na co Kimi od razu, gdy to zauważył, odpowiedział 'Nie wystarczy panu, że pracuje pan u takiej gwiazdy jak ja? Musiałem napisać, że ta osoba będzie ze mną mieszkać, bo chciałem zobaczyć ile panienek się zgłosi. Ale niech pan się nie martwi, na biedę nie będzie pan narzekał. Bo chodzi panu tylko o pieniądze, prawda?' dodał z ironicznym uśmieszkiem. Na reakcję Jonsa nie trzeba było długo czekać. Pokiwał tylko energicznie głową, umówił się na następny dzień, i jak najszybciej mógł odjechał swoim zielonym Jeepem. Tak właśnie pan Jons zaczynał pracę u Fina. Pracodawca utrzymywał go od około dwóch miesięcy, i trzeba przyznać, był zadowolony z jego usług. Ogrodnik nie tylko podlewał i nawoził kwiatki w ogrodzie, lecz także czyścił basen i saunę, oraz podlewał kwiaty w domu, na co pozwalał Kimi tylko wtedy, gdy sam w nim był. Nie miał zbytniego zaufania do obcych, szczególnie do takich, którzy krzywią się, gdy dostają u niego pracę i dowiadują się, że nie mogą z nim zamieszkać.
*
Lizzy mozolnie wstała z łóżka. Dziś zaczynała nową pracę, ale po tym, co zobaczyła kilka dni temu w telewizji, nie napawało jej wielkim entuzjazmem pójście do redakcji, gdzie pewnie będą ją pytać, co o tym wszystkim sądzi. Zresztą słyszała już od znajomej, która pracowała tam, co prawda tylko jako sekretarka, ale miała dostęp do wszystkich informacji i znała każdą plotkę chodzącą po redakcji, że będzie pisała o tym mini artykuł. Ponoć nic nie było pewnie, ale, że nikt nie chciał pisać o takich sprawach, chcieli wpakować w takie gówno młodszą koleżankę.
Lizzy mieszkała w całkiem przestronnym mieszkanku, niedaleko centrum Zurychu. Jej lokum mieściło się na pierwszym piętrze czteropiętrowego budynku. Ściany miały różne kolory. W salonie przeważała zieleń, za to sypialnia była utrzymana w ciepłych barwach, takich jak brąz i pomarańcz. Na swoim, dosyć 'szczuplutkim' balkoniku miała, tak jak Raikkonen w ogrodzie, pełno kwiatów, które pięknie się razem komponowały. Ponadto posiadała też mały gabinecik, w którym zapisywała sprawozdania z wyścigów, właściwie tylko z tego jak jechali Kimi i Seb, a także malutką kolorową łazienkę i kuchnię.
'Auć, pieprzone krzesło' wymknęło jej się, gdy potknęła się o stołek barowy w kuchni, w drodze do lodówki. Gdy ją otworzyła zobaczyła tylko mleko i kilka plasterków żółtego sera. 'Przecież za dwie godziny zaczynam, nie zdążę pójść do sklepu i jeszcze się przygotować' pomyślała, po czym wyjęła mleko, znalazła w szafce przeterminowane płatki, i mając nadzieję, że nie dostanie biegunki, zmieszała wszystko razem, po czym wstawiła do mikrofalówki.
Po zjedzeniu skromnego, ale jakże sycącego śniadania nadszedł czas na ubranie się i poranną toaletę. Weszła do sypialni i od razu dopadła wielkiej szafy, zajmującej całą ścianę. Nie miała pojęcia w co się ubierze, jak zwykle improwizowała. Po krótkim namyśle wybrała przylegającą do ciała kremową spódnicę, białą bluzkę na krótki rękaw, i żakiecik. Do tego ubrała czerwone szpilki, a wszystko podkreśliła krwistoczerwoną torebką, tą samą, z której kilka dni temu w pośpiechu wyjmowała klucze.
Następnie poszła do łazienki, nałożyła na siebie tonę podkładu, aby ukryć wszystkie niedoskonałości, potem zrobiła mocne czarne kreski, pomalowała rzęsy i użyła świetlistego różu do policzków.
Przed wyjściem z domu spojrzała tylko w lustro i założyła na rękę swoją bransoletkę szczęścia.
Do rozpoczęcia swojej pierwszej zmiany pozostało jej nieco ponad pół godziny, a więc powoli wlekła się ulicami Zurychu. Patrzyła na ludzi, na tych ubranych bardzo elegancko i na tych, którzy chodzili w obdartych łachmanach. Zastanawiała się, co mogą robić, jaką pracę wykonywać. Jeden elegancki mężczyzna wchodził do biurowca, w którym pracował jej kolega, więc domyśliła się, że może być jakimś księgowym.
Doszła na miejsce pięć minut przed czasem. Powitał ją szef. Usłyszała 'Witam panią, pani Elizabeth. Wygląda pani nienagannie. Pozwoli pani, abyśmy napili się kawy?'. Rzuciła do niego 'dzień dobry', po czym z uśmiechem kiwnęła głową.
'A więc, co tak właściwie pani wie o Formule 1?' zaczął wypytywać ją pan Michelin. 'Ja?... no wie pan, jeździ tam Kimi Raikkonen, Sebastian Vettel, jak i kilku innych kierowców...' powiedziała, niezbyt pewna siebie. 'Tak, to racja. Wymienisz mi jeszcze kilku?' zapytał, po czym obdarzył ją ciepłym uśmiechem. 'Jenson Button...eee...Mal..donaggdo? Wi..pper?' prawdę mówiąc, oprócz Seba, Kimiego i Jensona nie znała nikogo. Więc trzeba sobie zadać pytanie, jak właściwie dostała się do gazety? Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadził z nią mało doświadczony i lecący na kobiece kształty, zastępca szefa. Lizzy mu się spodobała, więc ją przyjął i namówił szefa. Miał już wobec niej plany. Jednak teraz, w pierwszym dniu szef nie był z niej zadowolony. Czekała ją istna katastrofa. Usłyszała tylko: 'Proszę tu chwilę poczekać, muszę załatwić ważną sprawę z moim pracownikiem', po czym pan Michelin zniknął. Po krótkim zastanowieniu Lizzy wstała z miejsca, wzięła swoją torbę i uciekła z redakcji.
Od autorki:
Nie będę pisać tak długich rozdziałów jak na 'f-s-f', więc nie piszcie, że za krótko :)
Rozdział pierwszy, jak zwykle nieco wprowadzający w temat.
Pewnie zastanawiacie się 'Po co, do cholery tak szybko?', dlatego, że pierwszy rozdział uwielbiam pisać od razu, a potem nie mogę się doczekać, aby go opublikować.
Co do tego, że bolid Kimiego był cały zniszczony, mówię, że to tylko opowiadanie, więc wszystko może się zdarzyć :)
Właściwie jak mi poszło...?